Brutalny wypadek w czasie wyprawy na dorsza.
Wyprawy na dorsza połączone z połowem dorsza stały się co raz popularniejszym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Tzw „moczenie kija”, wędkowanie na morzu na środku Morza Bałtyckiego top idealny sposób na spędzenie słonecznego, letniego dnia. Sam pomysł wypraw kutrem na dorsza zrodził się stosunkowo niedawno i jak zawsze na początku było tylko kilka jednostek pływających oferujących takie usługi. Wydawać by się mogło, że oferowanie takiej usługi nie jest skomplikowane, wystarczy kuter, komplet wędek, kapoty i można ruszać na łowy z ekipą zapalonych wędkarzy. Jednak sprawa nie jest tak prosta, za załogę kutra odpowiada szyper, który na początku każdej wyprawy przedstawia zasady zachowania się na kutrze. Trzeba pamiętać, że szyper jest jeden a załoga liczna i w przypadku załogi mężczyzn, którzy traktują połów dorsza jak zabawę i mocząc wędkę popijają kolejne piwko tragedia może być gwarantowana. Niejednokrotnie pijany uczestnik wpadł do wody a bawiąca się grupa kolegów nawet nie zauważyła jego nieobecności. Zanim ktoś zareagował mężczyznę z ledwością udało się uratować. Kolejnym, bardziej drastycznym przykładem jest wyprawa gdzie na pokładzie kutra wędkowali ojcowie synami. Po paru godzinach przebywania na pełnym słońcu syn jednego z uczestników postanowił skoczyć sobie na główkę na pełnym morzu z burty kutra. Chłopak wpadł pod kuter, ojciec wraz z resztą załogi wskoczyli za nim i nieprzytomnego chłopca wciągnęli na pokład, chłopak reanimowany do samego brzegu natychmiast trafił do szpitala gdzie lekarze jego stan określili jako ciężki i cudem udało się go uratować.
Wędkarstwo morskie nie jest zabawą i warto o tym pamiętać.
Powyższy artykuł jest tylko przykładem bezmyślności pasażerów kutrów, artykuł przedstawia konsekwencje zabawy w niewłaściwym miejscu.


(3 głosów, średnio: 4,33 z 5)

W nocy z soboty na niedzielę przed Kościołem NMP Wspomożenia Wiernych na ul. Dąbrowskiego doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął motocyklista. Jadący jednośladem uderzył w tył stojącego tu autobusu . Niestety zginął na miejscu. Patrol mieszany Straży Miejskiej i Policji zabezpieczał miejsce zdarzenia. Tej samej nocy doszło do próby podpalenia tego autobusu. Policja poszukuje sprawców.
Kinga Rusin jedna z najbardziej lubianych i zawsze uśmiechniętych prezenterek najpopularniejszych programów TVN stała się ofiarą swojego fana, który groził Kindze i jej rodzinie wysyłając smsy o brutalnej treści. Jeden z wielbicieli Kingi Rusin zdobył jej prywatny numer telefonu komórkowego i nękał ją smsami, najpierw były to smsy pochlebne, wyrażające wręcz uwielbienie, po czym zmieniły się w groźne, brutalne i z groźbami, że wie gdzie mieszka i zabije ją i całą rodzinę. Sprawa toczyła się ponad 7 miesięcy, gdy Kinga zgłosiła sprawę na policję sprawca został ujęty w dwa dni. Dlaczego Kinga Rusin tak długo zwlekała? W czasie gdy brutalny szantażysta jej groził nie było prawa, które takie smsy uznałoby za nękanie, na szczęście prawo się zmieniło, co pozwoliło policji w tak szybkim czasie namierzyć autora smsów.

